Nieprzyjaciel KAC

Na dzień drugi Cię dopada
I nie jest jak marmolada
Ani słodki, ani miły
Z nim oddech masz zgniły

Głowa puchnie przy każdym dźwięku
W ruchach swych nie masz wdzięku
Ręce ci dygoczą mocno
Powietrze wpuszczasz przez okno

By przewietrzyć się choć ciutkę
Pooddychać przez minutkę
I do normalności wrócić
Viktoria, zwycięstwo zanucić

Bo KAC to taki straszny potwór
Dnia następnego twór
Który organizm nasz wytwarza
Gdy do balowania okazja się nadarza

Kategoria: